216 metrów w Gardzie
216 metrów w Gardzie Zobacz galerię
Dlaczego Garda? Dlatego, że Europa i warunki nurkowania zbliżone do polskich, jak również ze względu na głębokość jeziora i jego ciekawą strukturę geologiczną. Pomysł na to nurkowanie powstał latem 2008 roku po serii nurkowań w austriackim jeziorze Attersee i włoskiej Gardzie. Po nurkowaniach w Gardzie i nabraniu większego doświadczenia doszedłem do wniosku, że Garda to miejsce dla mnie na ciekawe, głębokie nurkowania.
Realizację projektu poprzedziły przygotowania rozpoczęte w kraju nad Hańczą, gdzie nurkuje i współpracuję od wielu lat z moim przyjacielem Robertem Kalchertem, właścicielem Centrum Nurkowego „Submariner" w Ełku. Dzięki jego pomocy mogłem uzupełnić sprzęt, a przede wszystkim jest on blenderem gazów do większości głębokich nurkowań wykonywanych przeze mnie w Europie, również do tego projektu.
Znad Hańczy przeniosłem się do Austrii nad jezioro Attersee. Tam główny nacisk położyłem na nurkowania poniżej 100 metrów oraz sprawdzenie możliwości nurkowania z twinem 2x19 l. i przymocowaną do niego 8 l butlą do inflacji skrzydła i suchego oraz z ośmioma butlami bocznymi, gdyż całe nurkowanie miało odbyć się płynąc wzdłuż stoków i ścian właśnie z taką ilością butli. Początkowe próby pływania z ośmioma butlami były bardzo obiecujące. Jednak podczas tych próbnych nurkowań używałem butli bez automatów. Zdawałem sobie sprawę, że może to mieć wpływ na trym, ale miałem nadzieję, że sobie z tym poradzę. Innym problemem, jaki rozwiązywałem nad Attersee było wpięcie takiej ilości butli na powierzchni i tu najwięcej do przećwiczenia miał mój suport. Przygotowania nad Attersee zakończyłem po dwóch tygodniach, a następnie pojechałem nad Gardę.
Przygotowania nad Gardą trwały trzy tygodnie. Miłym zaskoczeniem było dla mnie to, że Centrum Nurkowe, z którym współpracowałem w zeszłym roku „Mark & Chick" z Padeghe sul Garda rozwinęło się oferując możliwość mieszania również trimixów, z czym w zeszłym roku był duży problem. Ekipa z tego centrum była zawsze chętna do współpracy i uzyskałem od niej dużą pomoc przy realizacji tego projektu. Nad Gardą najwięcej czasu zajęło mi rozpoznanie stoku w okolicy zejścia, ponieważ część gazów dekompresyjnych miała być podwieszona na linie wzdłuż stoku, co wiązało się z koniecznością ich odnalezienia podczas wynurzania. Poza tym nadal ćwiczyliśmy podpinanie butli, co w związku ze specyfiką miejsca, z którego miało się odbyć nurkowanie oraz stosunkowo często występującą w tym rejonie wysoką falą było i dla mnie i dla suportu trudną czynnością. Przed finalnym nurkowaniem wykonałem cztery głębokie nurkowania na 145, 155, 175 i 185 metrów. Przed planowanym nurkowaniem byłem zmuszony do zrobienia pięciodniowej przerwy ze względu na konieczność wypoczynku oraz warunki pogodowe (silny wiatr i wysoka fala).
Pierwsze podejście wyznaczyłem na 1.VIII. Podczas wcześniejszych prób ustaliłem, że najkorzystniej podwiesić butle z gazem dekompresyjnym na linie wzdłuż łańcucha, który jest zamontowany do jezdni i zwisa na głębokość 80 metrów. Był on bardzo dobrym elementem orientacyjnym. 1.VIII był niewielki wiatr i fala wydawała się niewysoka.
Przygotowania przebiegały w miarę planowo do momentu rozpoczęcia wpinania ostatnich czterech butli. Niestety ta niewysoka fala okazała się bardzo uciążliwa dla mnie, znajdującego się na skale z podpiętymi już czterema butlami. W konsekwencji fala uniemożliwiła wpięcie do końca ostatniej butli, a ja wykonałem tylko nurkowanie sprawdzające ustawienie trymu. Okazało się, że jestem bardzo mocno przeciążony do przodu ale byłem przekonany, że jest to głównie wynik nie do końca wpiętej butli. W tym dniu na tym zakończyłem.
Następnego dnia warunki pogodowe były bardziej sprzyjające, więc ponowiłem próbę. Tym razem wszystko, łącznie z wpięciem ośmiu butli przebiegło bez problemów. Rozpocząłem zanurzanie i tu okazało się, że to moje przeciążenie na przód jest tak duże, że uniemożliwia mi kontrolowane zejście wzdłuż stoku. W związku z tym zakończyłem nurkowanie. Musiałem przemyśleć zmianę rozłożenia butli i balastu. Biorąc pod uwagę moje doświadczenia z wcześniejszych nurkowań wiedziałem, że mam niewielki zapas wyporności w skrzydle, więc powiększenie balastu było niemożliwe. Postanowiłem jedną z ośmiu posiadanych butli podwiesić jako czwartą na linie wzdłuż stoku, a wziąć ze sobą siedem butli, za czego jedną wpiąć w dering kroczny.
Po przemyśleniu tych zmian nadszedł dzień trzeciej próby. W tym dniu warunki pogodowe były bardzo sprzyjające. Przygotowania przebiegły bezproblemowo. Rozpocząłem zanurzanie. Mimo zmian w ustawieniu butli i balastu nadal występowało przeciążenie do przodu ale nie tak duże i z pewnym wysiłkiem byłem w stanie nad nim zapanować. Na 50 metrze przepiąłem się na głęboki travel, a na 160 metrach na gaz denny. Zanurzanie odbywało się bez problemów na początku wzdłuż stoku, a później wzdłuż ścian o dość dużym nachyleniu. Po przekroczeniu 200 metrów w świetle latarki ukazało się wypłaszczenie. Na początku myślałem, że jest to niezbyt duża półka, gdyż po drodze minąłem takich kilka, ale po chwili doszedłem do wniosku, że to jest duże wypłaszczenie. Jednocześnie w świetle latarki najpierw niewyraźnie, a później w pełni zarysował się wrak samochodu. Płynąc wzdłuż tego wypłaszczenia zorientowałem się, że zbliżam się do końca mojego czasu. W związku z tym w 14 minucie po osiągnięciu 216 metrów rozpocząłem wynurzanie. Około 70 metra zacząłem rozglądać się za łańcuchem, dzięki któremu miałem trafić do moich butli dekompresyjnych. Będąc powyżej 60 metra znalazłem łańcuch i pozostałą część wynurzania wykonałem wzdłuż niego. Nurkowanie zakończyłem po 389 minutach. W czasie nurkowania użyłem 6 trimixów, mixtrox 50 oraz tlen.
Dziękuję wszystkim, którzy pomogli przy realizacji tego projektu: Robertowi Kalchertowi, Centrum Nurkowemu „Mark & Chick", Berniemu (Rafałowi Bernerowi) lekarzowi instruktorowi DAN, dzięki któremu zostałem wyposażony w profesjonalny zestaw ratowniczy oraz Gralmarine za wykonanie dla mnie oświetlenia.